Przejdź do głównej zawartości

Kołobrzeg i mała recenzja

W sobotę z maużem wybraliśmy się do Kołobrzegu. Zaznaczę tu, że ostatni i pierwszy raz tam byliśmy jak byliśmy dziećmi. Dlatego postanowiliśmy wybrać się tam sami.
Oboje pochodzimy znad morza on jest z Ustki a ja ze Słupska (to jakieś 18 km od Ustki).
Więc morze mamy co weekend.

Ciekawi byliśmy tego co jest w Kołobrzegu.
Jestem gotowa, że wielu z Was może ze mną się nie zgodzić, ale Ustka jest piękniejsza.

W tym jak i w poprzednim poście nie będzie zdjęć. Ale warto przeczytać.
Zacznę od tego, że głownie chcieliśmy zwiedzić Muzeum Oręża Polskiego - Skansen w Kołobrzegu - można tam wejść na łodzie, które stoją na lądzie.
Dotarliśmy.... Znaleźliśmy kasę, w okienku widzę, że można płacić kartą ale myślę (spytam bo może kłamią). Spytałam... Pani mówi ogólnie to można, ale dzisiaj nie... Nosz ku**a!!! to można czy nie!! albo płatność kartą codziennie albo wcale!!!!
Już mi zepsuła humor.

Następni byli rowerzyści, o których już pisałam.
Dotarliśmy do molo... Kolejna niespodzianka... Chociaż tutaj byłam przygotowana i jestem zniesmaczona... Dlaczego mam płacić za wstęp na molo?? Przecież to molo nawet nie jest drewniane!! Owszem może pale, na których stoi są drewniane ale reszta? To metal pięknie udający drewno!! Ludzie nie dawajcie si tak oszukiwać. Nam się udało bo bramki były otwarte ale następnym razem gdybym miała płacić nie weszłabym.

Latarnia morska
Tu było pięknie... ale mój lęk przestrzeni nie pozwolił na długi pobyt i wiatr też swoje robił.
To miejsce szczerze polecam.

Promenada
Yyyy... A czy w Kołobrzegu w ogóle coś takiego jest? W Ustce to dopiero jest promenada

Nie powiem tragicznie nie było.
Ale... Szału nie ma, dupy nie urywa.
Już raczej tam nie pojadę, nie ma czym się zachwycać.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Studia, studia...

Dawno mnie tutaj nie było..... Trochę przez to, że miałam dużo zajęć, a trochę przez to, że nie chciało mi się pisać. Postaram się zaglądać tutaj coraz częściej. Planner, który zamówiłam u @madamaco jest cudowny i pomaga mi w życiu codziennym i planowaniu. W miesiąc wypełnił się zadaniami aż do czerwca... Nie wiem jak to zrobiłam. Do końca maja dużo rzeczy przede mną do zrobienia, ale się nie załamuję. Chcę przed weekendem majowym choć połowę zrobić, aby mieć czas na naukę no i z głowy pisanie prac zaliczeniowych. Wczoraj udało mi się z ledwością napisać referat o przestępczości nieletnich na psychologię sądową... ehhh jak ja nie lubię prac pisemnych. Jeszcze przede mną dwa eseje do napisania. Dziś przygotowuję sobie prezentację z kryminologii, chyba ostatnia na tych studiach.  Jedyne czego się obawiam to mojej obrony, nie mam jeszcze opracowanych pytań, które znamy już od listopada, ale trzeba być dobrej myśli i się nie załamywać. Są gorsze rzeczy......

W poszukiwaniu motywacji...

Nadszedł semestr letni. Jupii!! 😊 Tym samym ostatni semestr studiów i coraz bliżej obrona magisterki. Niestety mam coraz mniej motywacji, może to przez ten plan. W tym semestrze mam tylko zajęcia przez dwa dni w tygodniu. Dodatkowo już wykładowcy nam zadali dużo prezentacji, esejów i referat do napisania. Jeszcze mamy projekt wyjazdowy. Jeździmy na świetlice środowiskowe i prowadzimy zajęcia warsztatowe w ramach Projektu społecznego. Tylko kiedy mamy pisać pracę magisterską i uczyć się do obrony? Dostaliśmy pytania dyplomowe już w listopadzie i jeszcze chyba żadnego nie opracowałam - nie było czasu. Przez to wszystko całkiem straciłam motywację. Już się pogubiłam na kiedy co mam zadane, mój malutki kalendarzyk jest tak popisany i pokreślony, że niedługo jego żywot dobiegnie końca. Musiałam zamówić sobie planner od  @madamaco , już do mnie idzie :) Mam nadzieję, że dzięki niemu w końcu się ogarnę i nabiorę większej motywacji i wezmę się za siebie.  Tak dla poprawy hu...

Czas się wziąć do roboty...

Czas się zmotywować i wziąć do roboty. Do czerwca zostało niewiele czasu a roboty dużo. Dziś wolne od zajęć, więc pół dnia spędzę pod kocem a drugą część na kończeniu prezentacji. Z tego też powodu wychodzę z domu. Niestety w moim mieszkaniu nie mam zbyt dobrych warunków do pracy... nie zawsze mogę się skupić, ponieważ nie mieszkam sama. Jestem mężatką i mój mąż poprostu nie zawsze mi daje warunki do nauki. Zwykle jak wychodzę się uczyć lub robić projekt moja torba jest strasznie załadowana i wygląda podobnie jak dziś. Ciekawa jestem jak długo przeżyje (niedawno ją kupiłam)? A Wy jak się uczycie? W domu, w czytelni, a może z koleżankami w kawiarni?